piątek, 8 września 2017

Gra w Grę cz.1

Kolejny fanfik do gry. Tym razem Gry.
Po prostu nudzi mi się.
Zapraszam na niekończącą się opowieść. 

Strona 1                    

                    Rozmyślenia filozoficzne stały się w moim życiu codziennością. Zawsze, gdy się budziłem, wszystko zdawało się mnie pytać o sens egzystencji oraz reguły moralności. Z czasem to zaakceptowałem, jednak miałem niejasne wrażenie, że mój umysł pracuje ciężej. Z trudem zaczynałem rozumieć najzwyklejsze rzeczy, jak na przykład, która jest godzina, bądź ile kosztuje masło. Moje myśli były za bardzo zaprzątnięte rzeczami, o którym zwyczajnym ludziom się nie śniło. Cóż, byłem inny.

                    Ale tego dnia było jeszcze dziwniej. Gdy otworzyłem oczy, poczułem dziwne uczucie lekkości i wolnego miejsca w umyśle. Do głowy przychodziło mi dużo myśli, co również było dziwne. Wstałem i rozejrzałem się. Dookoła było niesamowicie czysto. Nie byłem pewny, jak tę czystość określić. Chciałem sięgnąć po słownik synonimów, jednak miałem niejasne przeczucie, że nawet w tej księdze nie będzie żadnego odpowiedniego słowa. Poczułem się, jakbym był w zupełnie innym miejscu. Cóż, ostatnio tu sprzątałem kilka lat temu, i białe ściany zrobiły się niebieskie.
Potem zrozumiałem, że nie jestem w swojej sypialni. Nie było to nic dziwnego, zdarzało to się często, szczególnie po spożyciu dużej ilości metanolu (doskonale działa na umysł). Ale wczoraj nic nie piłem, z wyjątkiem kawy. Czyżby ona również miała właściwości narkotyczne?
Rozejrzałem się jeszcze. Zauważyłem awokado, szczoteczkę do zębów (nie moją, ja nie używam) podziwiające wschód słońca przez okno, oraz warczące zwierzątko patrzące mi w oczy. Gdyby tego było mało, słyszałem, jak sąsiad z naprzeciwka gra na nerwach (na niczym innym nie umie), a korytarzem na piętrze przechodzi ludzkie pojęcie.
Po kilku minutach zrozumiałem.
Trafiłem do świata, który był kwintesencją moich filozoficznych rozważań oraz irracjonalnych snów.
Zwierzątko się otarło o moją nogę. Poczułem się nieswojo. Kto mnie tutaj wprowadził? Czy to sen? Nie, gdyby to był sen to bym rozpoznał po tym, że mam dwie głowy. Ale w sumie nie zaglądałem do lustra. Gdzie ono właściwie jest?
Pogrzebałem w kieszeni. Znalazłem trutkę na psy kupioną dziesięć lat temu na stadionie dziesięciolecia oraz środek nasenny. Zazwyczaj nie trzymałem tych rzeczy w kieszeni. Po prostu się nie mieściły. Czyżby w moich kieszeniach zachodziło łamanie czasoprzestrzeni?

                    Zastanawiałem się chwilę, co zrobić. Czułem, jak mój odnowiony mózg zaczyna się przeciążać. W końcu postanowiłem wyjść i pójść pogadać z ludzkim pojęciem. Przecież taki gość nie zdarza się często. 

Strona 723

                  Czyżbym był w innym miejscu? Nie... Jestem na klatce schodowej. Wyszedłem z mieszkania, kątem oka widząc, że zwierzątko się denerowowało.
Zamknąłem drzwi na klucz. Zaraz mnie naszła myśl: Czy na Saturnie występuje herbata z cukrem? Tak się zamyśliłem, że poślizgnąłem się na wycieraczce i uderzyłem głową w ścianę.
– A niech to! – pomyślałem. – To chyba nie jest mój szczęśliwy dzień...
Ale za to poczułem, że mój mózg znowu się odnowił. Zacząłem masować czoło i wyczułem, że mam dziurę w głowie. Gdy wsadziłem do niej rękę, dotknąłem mózgu. 
Popatrzyłem z nienawiścią na wycieraczkę i zauważyłem, że wystaje z niej koperta. Otworzyłem ją i zobaczyłem banknot dwudziestozłotowy oraz kartkę zapisaną odręcznym pismem.
– No, no, może jednak ten dzień nie jest taki całkiem zły! – powiedziałem do siebie, chowając banknot do kieszeni. Kopertę wraz z listem wyrzuciłem do stojącego nieopodal koszu na śmieci. Mam dziurę w głowie, nie będę sobie zaprzątał głowy jakimiś liścikami. Pewnie głupimi.

              Przypomniałem sobie, po co tu przyszedłem. No tak, pogadać z ludzkim pojęciem. Zszedłem więc na pierwsze piętro. Na dźwięk moich kroków ludzkie projęcie się odwróciło. I zapytało:
– Hej, nie widziałeś tu gdzieś wściekłego zwierzątka? Przed chwilą mi uciekło.
Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że jest w moim mieszkaniu.

Strona 724

              Ludzkie pojęcie złapało się za głowę.
– Chodźmy tam, szybko! Musimy dorwać to zwierzątko, zanim będzie za późno! - powiedziało z przerażeniem w głosie. Też się przeraziłem. Bo właściwie, co to było za zwierzę? Ni pies, ni wydra... Może kosmita?
Postanowiłem się go zapytać, czemu się tak nim przejmuje.

Strona 724,4

– Mam ważną misję związaną z tym zwierzęciem –  odparł poważnie, wyjmując dziwne pudełko i błyskając mi po oczach. Nie zdążyłem nawet zastanowić się, czy jest to jakiś starożytny artefakt. Zobaczyłem ciemność...

***

               Rozmyślenia filozoficzne stały się w moim życiu codziennością. Zawsze, gdy się budziłem, wszystko zdawało się mnie pytać o sens egzystencji oraz reguły moralności. Z czasem to zaakceptowałem, jednak miałem niejasne wrażenie, że mój umysł pracuje ciężej. Z trudem zaczynałem rozumieć najzwyklejsze rzeczy, jak na przykład, która jest godzina, bądź ile kosztuje masło. Moje myśli były za bardzo zaprzątnięte rzeczami, o którym zwyczajnym ludziom się nie śniło. Cóż, byłem inny.

                    Ale tego dnia było jeszcze dziwniej. Gdy otworzyłem oczy, poczułem dziwne uczucie lekkości i wolnego miejsca w umyśle. Oraz wrażenie, że zapomniałem o czymś, co się wydarzyło. Pewnie chodziło o jakiś sen. Często je zapominam, szkoda, bo te które pamiętam byłyby wielogodzinną zabawą dla Freuda. Nawet nie będę ich opisywać, bo coś czuję, że wasze umysły, drodzy czytelnicy, nie pojęłyby tego.
Pomyślałem, że nie ma w pobliżu żadnego zwierzęcia ani ludzkiego pojęcia. Sam nie wiedziałem, czemu, ale to nic dziwnego. Często przychodziły mi do głowy dziwaczne myśli znikąd.
Poczułem również, że coś mi się przygląda. Wstałem i rozejrzałem się. Ujrzałem patrzące na mnie awokado. Nagle przypomniałem sobie, że nie zjadłem dziś śniadania...

***

Część druga kiedyś może będzie.
Spoiler: jeśli będzie, bohater trafi na stronę 86!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz