Siemson. Ta notka nic nie wniesie.
Ostatnio zarzuciłam pisanie Einslieb (w ogóle zmieniam tytuł, bo jak mówiłam, nie ma nic wspólnego z Niemcami, a przy tym jest niepoetycki), skupiłam się na mniejszych opowiadaniach. Napisałam już trzy. Wszystkie takie same. Przysięgam, jeśli już zostanę pisarką, będę jak King, który w kółko pisze tę samą książkę. Tylko, że on to robi dobrze. A ja nie wiem.
Miesiąc mija dobrze, ale mi się tak nie chce chodzić do szkoły. Nikt mnie nie dręczy, nauczyciele mnie nie prześladują, ani nic, po prostu mi się nie chce. Mam wrażenie, że szkoła mnie wcale nie dokształca, i z każdej lekcji wychodzę tak samo głupia, jak byłam przed nią. Jedynie na polskim czasami jakieś fajny wierszyk poznam, który później wykorzystam do wstawienia na początku opowiadania, a tak to w ogóle nie widzę sensu.
Dobra, przyznaję, może to też z mojej winy, bo się nie umiem skupiać. Wiecznie myślę o czymś innym, bo na lekcjach dobrze się obmyśla różne rzeczy... no, do opek. W ogóle ostatnio się zastanawiałam, o czym myślą ludzie, którzy nic nie tworzą, kiedy im się nie nudzi. Bo ja sobie zdałam sprawę, że ZAWSZE obmyślam jakiś opis, dialog, wygląd jakieś postaci, jakieś ciulowe metafory których nigdy nie zapamiętuję. To o czym myślą inni ludzie? Musi im się potwornie nudzić.
Ktoś kiedyś musi wynaleźć coś do czytania w myślach. Wtedy się okaże, że wszyscy jesteśmy nienormalni.
Mam ochotę nauczyć się grać na jakimś instrumencie. Ale na jakim? Na gitarze próbowałam kilka razy i naprawdę nie mogę, mam strasznie sztywną rękę, w dodatku jestem upośledzona i nie umiem stroić xD, już jedną strunę pęknęłam, teraz się boję tego dotknąć. Flet prosty byłby w sumie spoko, nawet taki posiadam i nauczyli mnie zagrać Lulajże Jezuniu, ale to jakieś gówno na kiju z chińczyka, w który jak się dmuchnie, to wydobywa się taki szum i taki pisk okropny straszny. Widziałam w internetach, że cenki niektórych sięgają nawet 170 monet, to ciekawe. Poorientuję się może jeszcze w temacie. A może flet poprzeczny, brzmi nawet lepiej, ale kosztuje drożej.
Moimi ulubionymi instrumentami są dudy i saksofon, ale nie mam miejsca na trzymanie takich wielkich rzeczy w domu. W dodatku podobno dudy są okropnie głośne, to gdzie będę na nich grać. A no i drogie. Pożyję, zobaczę. Może ktoś mi da jakiś instrument w spadku za 10 lat.
Co ja gadam, za 10 lat to już będę bogata.
Prawda? Prawda.
Wrócę tu w 2029, to zobaczymy!
Hm, w 2029 będę miała 26 lat, a podobno prawdziwe życie zaczyna się po 30. To jednak zmieniam, wrócę tu w 2034. Zapiszę w kalendarzu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz