piątek, 9 sierpnia 2019

moje stare opka xD

Czasami myślę sobie, że piszę okropnie i nigdy nie będę sięgać do pięt moim ulubionym pisarzom, i że w ogóle niektórzy z Wattpada są ode mnie lepsi. Wtedy czytam sobie jakieś moje opko z 2015. Widzę, jaki postęp przez te cztery lata zrobiłam, czyli pewnie zrobię jeszcze większy. Chociaż, jak ostatnio przeczytałam opowiadanie sprzed dwóch lat, to mi się w zupełności podobało i bym nic nie zmieniła, czy to znaczy, że stoję w miejscu?
Ten post nic nie wniesie do waszych życiek, ale może chociaż was rozbawi. Albo zainspiruje. Albo coś innego. A po drodze powstawiałam ładne gify z higurashi, bo mogę.

2012
W każdym razie, moje pierwsze opko powstało prawdopodobnie w tym roku, a może nawet wcześniej? Na pewno nie przed 2010, bo główne bohaterki były bardzo inspirowane bohaterkami MLP:FIM. :D Opowiadała o szkole dla wróżek. Chyba nawet tak się nazywała, Szkoła dla wróżek. Ta szkoła wyglądała dziwnie, bo znajdowała się w ponurym zamku, który otaczała fosa z brudną wodą i krokodylami. xD Ale to był efekt klątwy jakiegoś złego typa, nie pamiętam już kim on był. W każdym razie główne bohaterki go pokonały. Zaczęłam też pisać drugą część, ale magicznie obydwa pliki zniknęły mi z komputera. Niech im komputerowa ziemia lekką będzie.




2013
Świat Plotkuje, to chyba książka z 2013, ale nie zdziwię się, jeśli okaże się, że z 2014. Nie mam żadnych danych, po charakterze pisma nie mogę stwierdzić, bo była pisana na komputerze.
Wiecie co było inspiracją? Plotkara!! Byli dziwni bohaterowie gimnazjaliści: Sonia, która dołączyła do dziwnego gangu emogirls, które zbierały jakieś mapy (xD), Ola która zakochała się w chłopaku starszym o DWA LATA i to była tragedia, jakaś Melania mająca tajemniczego wielbiciela który zostawia liściki w butelce zakopanej w piaskownicy (xDD), jakaś koniara którą wszyscy mają w piździe, a ich poczynania obserwuje bardzo tajemnicza ANONIMKA. To jest tak głupie że...  że... ja pierdolę. xD


2014
W tym roku powstało parę książek. A pierwsza miała 15 stron. Główna bohaterka zbierała bursztyny i znalazła niebieski bursztyn, i on był magiczny, coś tam, nie wiem, boję się tego czytać. Nazywało się chyba Niebieski Bursztyn. 
Druga jest nieco ciekawsza. Tytuł to Po Drugiej Stronie Lustra. Są sobie trzy przyjaciółki, mieszkają w szkole z Internatem. I nagle jedna przyjaciółka ginie. Wszyscy jej szukają, aż głównej babie objawia się jakaś XIX-wiecznie ubrana baba i mówi że zamknęła ją w lustrze, bo każde lustro musi mieć duszę, więc się zamyka człowieka w nim. XD Dziwna osoba nazywa się Candice, zna biegle polski i była uwięziona przez 200 lat w tym lustrze. Ogólnie Candice była najbardziej kozacka, nosiła przy sobie pistolet z ketchupem i skarpetę z masłem, coś jak Sam z iCarly. A jest potrzebna, bo są trzy złe bicze, które wszystkich prześladują, wyzywają i rzucają jedzeniem. Mają też bloga, w której piszą o tym kogo nie lubią. Nauczyciele mają to w dupie, główne bohaterki też. Ostatecznie znajdują tę dziewczynę, a i okazuje się że ta najgłówniejsza (?) jest jakąś księżniczką lustra czy czymś. Nie rozumiem, ale zabawne to było.
A teraz trzecia. Ogólnie, Lucy Maud Montgomery to moja ulubiona pisarka, i przez to miałam kiedyś fazę na pisanie książek podobnych do jej (to znaczy, próbujących być podobne), tyle że współczesnych. Miałam parę takich książek o sierotach/półsierotach, które mieszkają ze starszymi ludźmi na jakichś zapadłych wiochach. Ta którą teraz opisuję, nazywała się Aleja Szczęścia. Główną bohaterką była Justyna, biedna dziewczyna, pozbawiona komputera, telefonu, oraz matki, mieszkająca w jakimś zapadłym mieszkaniu z ojcem i siostrą. Aż tu nagle bang, ojciec mówi że się żeni! Ale Justyna nie lubi jego żony i mówi, że z nią mieszkać nie będzie. I tak nasza główna bohaterka trafia pod opiekę swoich dziadków, mieszkających na wsi.
Ogólnie, na początku jest wspomniane, że główna bohaterka wyobraża sobie tytułową Aleję Szczęścia - ścieżkę, która obsadzona jest wiśniowymi drzewkami - i wierzy, że kiedyś ją znajdzie. Książka miała się zakończyć tym, że rzeczywiście ją znajduje, no ale się nie skończyła.
Justyna miała interesujące przygody. Najpierw jakiś śmieszek chłopaczek zabrał jej pamiętnik w czasie, gdy nauczyciel wyszedł z klasy. Ona zaczęła go gonić, aż w końcu na niego skoczyła, przewrócili się na podłogę, i akurat w tym momencie wszedł facet i zdecydował, że dobrą karą będzie, zgadnijcie co - oczywiście, posadzenie ich w jednej ławce! Potem śmieszek rysował jej kutasy w zeszycie.
Widać wyraźnie, że książka została napisana w 2014, bo Justyna handlowała wśród dzieci bransoletkami z gumek loom bands. xD Nieźle sobie zbijała biznes. Potem wszystkie dziewczyny z klasy poszły do nawiedzonego domu i okazało się, że naprawdę jest nawiedzony, ale ja zakładam, że to śmieszek sobie z nich żartował. Następnie była inwazja wszy w ich szkole i główna bohaterka też miała pecha. xD A potem bohaterka znajduje masowo gumki na swojej ławce i się w sumie cieszy, bo ma więcej materiału do zbijania biznesu. Jak myślicie, kto jej te gumki zostawia? ;) Oczywiście, Tajemniczy Wielbiciel! Potem dostaje jakiś głupi wierszyk od "Przyjaciela", a potem e-maile od niego. A potem są święta i... książka się urywa. Nawet ja nie wiem kim był Przyjaciel!!! To był śmieszek, czy jak? I czy Justyna wytępiła wszawicę??? Tyle pytań pozostawić bez odpowiedzi, no!!!
Czasami siebie nienawidzę, szczególnie siebie z przeszłości. Uważała mnie za osobę zdecydowanie zbyt mądrą.
Ale ten akapit długi, wow. A to przecież nawet nie połowa!


2015
2015 to w ogóle był dziwny rok, i powstało wtedy moje najbardziej ikoniczne opo, ale nie uprzedzajmy wydarzeń.
Najpierw powstał jego pierwowzór, który był opowiadaniem obyczajowym, a nie fantasy - bohaterowie ci sami, ale fabuła zupełnie inna. Opowiadało o dziewczynie Dominice, która mieszkała w internacie. A w tym internacie same chłopaki! Niestety, nigdy nie umiałam opisywać romantycznych scenek (chcę wielu bohaterów w Einslieb z sobą połączyć, ale już się boję, jak mi to wyjdzie XD) więc Dominika jedynie się przyjaźniła z kolegami, próbowała czasami rozwiązywać ich nudne problemy.
No właśnie, było nudne, więc dwunastoletnia Szkut stwierdza: ej, zróbmy z tego zajebiste fantasy, niech Dominika straci mózg a Marcin, czyli jej najlepszy przyjaciel, zostanie hybrydą Leviego i Edwarda Cullena skrzyżowanymi z Christianem Greyem!
I jak pomyślała, tak zrobiła. I tak powstali STRAŻNICY ZIEMI.
Dominika czyli główna baba przyjeżdża na wakacje do dziadków. Widzi po drodze dziwnego kota, który ją chyba śledzi. Dziwne, no ale ok. Za to w nocy, gdy próbuje zasnąć, słyszy dziwne odgłosy na korytarzu. Wychodzi, a tam jakiś chłopaczek z wieeelkim, potężnym mieczem walczy z jakimś włochatym duchem. Towarzyszy mu gadający pieseł! Gdy ten ją widzi, każe jej spierdalać. Jest wredny i chamski i nawet się nie przedstawi. Strasznie go nie lubię.
Potem Dominika znowu spotyka śledzącego ją kota, który okazuje się, że mówi! I ma na imię EFEZJOS. I coś jej gada o Strażnikach Ziemi i pyta się, czy ona chce nim zostać. I wiadomo, że Dominika się zgadza.
Nie rozumiem o co chodziło w fabule, ale opiszę wam bohaterów.
Dominika - główna, głupia baba. Niszczy dobre imię wegetarian, osób rudych i ekologów. Ma wykurwistą moc światła.
Marcin - chłopaczek, 150 w kapeluszu z olbrzymim mieczem, król alternatywek. Ma psa, Dago. Marcin zajmuje się niszczeniem włochatych duchów nazywanych MOTTYNAMI, które chcą zniszczyć świat albo coś takiego. Zawsze pojawia się tam, gdzie jest Dominika, argumentując to, że jego czujnik wykrył w tym miejscu mottyna. Wiadomo, kłamie. Tak naprawdę leci na główną bohaterkę, dlatego udaje, że ją nienawidzi.
Igor - sympatyczny śmieszek, leci na Ewelinę i rzuca sprośnymi tekstami. Shippuję go z Marcinem.
Ewelina i Julka - dwie sympatyczne dziewczyny. Ewelina ma chomika Pata, a Julka konia Elizabeth (koniara!). Nie mają żadnego znaczenia dla fabuły.
Paweł - nie mam pojęcia, co on robił.
Daria - zła alternatywka, czy jak to w tych czasach była, imoł girl. Paweł na nią leci, ale ona udaje, że go nie lubi. Wiadomo.
Nastka - sympatyczna dziewczyna, chodzi do klasy z Dominiką. Z jakiegoś powodu się nie lubią. Nastka posiada gadający aparat, moc elektryczności (pikachu) oraz smutną historię.
A oprócz tego:
- mama Dominik, gówno robi.
- MUREN i Elwira, dwóch szefów Strażników Ziemi. Muren jest nędzną podróbką Dumbledora.
- dziadkowie Domi, nie pamiętam czy mieli imiona, ale ziomeczka nazwała ich Adolf i Józefina
- wróżka Av, która została zaklęta w jakiejś figurce i miała uratować świat, więc bohaterowie próbowali ją uwolnić, dziwne.
Moja ziomeczka, która prowadzi fajnego bloga, zapraszam, narysowała kiedyś bohaterów. Uważam te rysunki za bardzo zabawne, więc warto je tu zaprezentować. Przepraszam tylko za to, że są odwrócone, ale jestem ćwok i nie umiem telefonu obsługiwać.


Marcin wygląda jak Eminem, a Igor jak taki typowy przegryw z amino. Elwira to Magda Gessler, a Muren doskonały Dambldor.


Bardzo żałuję, że nie poruszyłam wątku transseksualności dziadków Dominiki, ale nadrobię to w moim gangokomiksie!


A to dziewczynki. Efezjos ma dziwne fetysze.


A to wróżka Av. Moja ulubiona bohaterka.


A to zwierzaki, ale bez piesełka.

Strażników próbowałam tysiąc razy poprawiać, ratować, zmieniałam fabułę, charakter bohaterów, aż w końcu uznałam, że to bez sensu i wymyśliłam Einslieb, które jest chyba trochę lepsze. Serio, moje życie stoi na dwóch opkach: Strażnikach i Einslieb. W sumie Einslieb ma trochę wspólnego z Strażnikami, chociażby tępą jak dzida i rudą główną bohaterkę. ;P

Chciałam na początku, aby ten post poruszył jeszcze dalszy ciąg 2015 i kolejne lata, ale stwierdziłam, że nie, wyjdzie za długo. Może napiszę kolejną część, w której też wiele ciekawych pozycji się pojawi. W 2016 obejrzałam Higurashi i to zmieniło mój światopogląd, więc się robi ciekawie. No to do następnego posta, kochani!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz