Bloguś mocno zarósł kurzem i pajęczynami, ale spokojnie, mam już parę pomysłów, jak go odświeżyć! Ostatnio sporo myślę, sporo piszę, a dwóch nauczycieli mnie zmotywowało do tego chwaleniem mojego domniemanego potencjału (jedna to pani profesor ze sporym dorobkiem naukowym, więc wierzę w jej doświadczenie) i coraz poważniej planuję udział w jakimś konkursie literackim lub wysłanie gdzieś moich dzieł, więc się dzieje!
Tym bardziej, że jak wróciłam do domu na ferie to dowiedziałam się, że nie ma internetu, więc zostałam zmuszona do robienia czegoś innego niż oglądanie Youtubków i scrollowanie Twittera (od tego w ogóle muszę przerwę zrobić, bo już uzależniona jestem), także czytam, piszę i spaceruję, bo nic więcej nie mogę, nawet gitary i kredek nie mam. Można powiedzieć, że sytuacja mnie wspiera.
Dzisiaj taka luźna notka, spis opowiadań, nad którymi obecnie pracuję, skończyłam pracować, które redaguję lub planuję. Pod koniec roku wrócę do tej listy i zobaczymy, czy coś się zmieniło, czy coś przybyło. :P
Dłuższe:
* Festiwal spełnionych życzeń - niedawno skończyłam redagować. Nie ma tam żadnych zmian w fabule, jedynie dopisałam kilka moim zdaniem przydatnych scen, poprawiłam trochę opisy, bo jak czytałam to mi zęby zgrzytały. Zaliczyłam do dłuższych, chociaż to bardzo krótkie opowiadanie, ale skoro ma rozdziały, to niech już będzie. W sumie się cieszę, że udało mi się napisać coś niezbyt długiego ale treściwego, bo to coś niemożliwego u mnie.
* Ucieleśnienie
ukrytego wnętrza -
zostały mi trzy rozdziały + epilog do końca, dwa mam w zasadzie
napisane i mogłabym je dodać, ale ich nie dodam, dopóki nie
zredaguję poprzednich rozdziałów. No cóż, gdy czytałam je, aby
przypomnieć sobie, co tam się działo, to zastanawiałam się, czy
na pewno ja jestem ich autorką. Ale co się dziwić, pisałam je na
odpierdol, aby jak najszybciej je zaliczyć i zająć się robieniem
czegoś innego i to widać jak na dłoni. Ekspozycji jak mruwkuw i
praktycznie żadnych sensownych opisów, żadnych
emocji, drętwota, dialogi też
jakieś nie teges. Na szczęście już jestem w końcówce i
najpewniej na dniach pojawią się nowe rozdziały. Ach, i dodam, że mam napisane ponad 30k słów, a przecież to nie jest jeszcze całość, więc wychodzi na nieco dłuższe niż poprzednia część.
* Ogień – tytuł roboczy i oczywiście, jest to trzecia część Gwiazdołapacza. Mam tam jakiś konspekt napisany, wiem o czym będzie, bardziej ogarnęłam bohaterów niż całą fabułę, ale myślę, że mój mózg coś wymyśli. Tak w skrócie – jest środek zimy, a śniegu ni widu ni słychu, co do tej pory na wyspie się nie zdarzyło. Równolegle krążą plotki o dziwnym dymie wydobywającym się z jednej willi, więc dwie ekipy bohaterów wyruszają zbadać tę sprawę. Tak, jestem ekologiem, więc aluzje są oczywiste. To będzie chyba jedna z najbardziej antyburżujskich rzeczy, jakie napisałam. A rozwiązanie walki z głównym bossem jest chyba szczytem mojego poczucia humoru. Dodam jeszcze, że pojawią się trzy nowe istotne postaci, z czego aż dwie to mężczyźni, ja to miałam rozmach przy wymyślaniu.
* Dzieci z Betonowego Miasta - odłożyłam do lodówki. Uwielbiam to uniwersum i bohaterów, więc nie sądzę, aby tam siedzieli jakoś długo, lecz tak jak kiedyś mówiłam, zapędziłam się w kozi róg w pisaniu. Przez tyle rozdziałów praktycznie nic się nie wydarzyło, a w dodatku narobiło się sporo dziur fabularnych, które wymuszają na mnie przepisanie od nowa. Muszę też pozmieniać kilka postaci, niestety, w tym uczynić Nadię jedynaczką. Ale spokojnie, Bartek żyje i ma się dobrze, po prostu urodził się w innej rodzinie. :P
* Samotność w Dolinie Wiatrów – kiedyś, wieki temu, zaczęłam to pisać. Teraz chciałabym znowu, ale trochę się boję, że to spieprzę. To jednak dość poważne opowiadanie. Ma polegać na tym, że zaczyna się typowo horrorowo - chłopak podczas samotnej wycieczki trafia do zabitej dziurami dechy, tam się dzieją jakieś dziwne rzeczy, a jego nowa koleżanka ma być opętana przez jakieś tałatajstwo, co wszyscy czczą. Potem się jednak okazuje, że (prawie) żadnych tałatajstw nie ma, a przyczyny dziwnych rzeczy są o wiele bardziej przyziemne i przez to straszniejsze, ale to już trochę spojler (czy można spojlerować coś, co jeszcze nie powstało? Zagwozdka). Wiecie, coś jak Higurashi, minus dziwne choróbsko. No i nadal nie umiem zdecydować, czy akcja powinna się dziać współcześnie, na początku lat 90 czy może 80, ale chyba zdecyduję się na to ostatnie, bo aluzje polityczne.
* Tancerze – kolejny tytuł roboczy i kolejne opko, które planuję od wielu, wielu lat. Wiem jedno – to będzie CEGŁA. Patrząc po moich pomysłach na sceny, na fabułę, na rozwój bohaterów, no nie ma mowy, że to się skończy na dwudziestu rozdziałach. Może za 10 lat zacznę to pisać i kolejne 10 poświęcę tworzeniu jego. Przy czym mam wrażenie, że wymyśliłam dość bystrą fabułę, bo sporo oszukiwania czytelnika będzie i sporo niewiarygodnych narratorów, z główną bohaterką na czele. Tak pokrótce, to akcja jest o tym, że praktycznie już umierająca dziewczyna wywołuje arcywiedźmę Siviane (kto czytał Dzieciaki uważnie to może kojarzy kto to :P), która zamienia ją w wiedźmę. Bohaterka wykorzystuje te moce aby spędzić ostatnie dni życia jak zwykła nastolatka, no i przy okazji wyrwać swojego crusha. Z opisu brzmi jak typowe fantasy YA i nie będę oszukiwać, będzie mnóstwo nawiązań do takiej literatury, bo główna bohaterka całe życie czytała takie rzeczy i myśli, że tak wygląda rzeczywistość. Ale w przeciwieństwie do YA moje opko krytykuje toksyczność i zaborczość, w sumie bardzo dobitnie. No, romans to nie jest, ja nawet nie umiem pisać romansów. Umarłabym z cringu.
Krótsze:
* Rusałka z poczuciem humoru – piszę to opowiadanie teraz i mi idzie nieźle, mam napisane 10k słów i 2k luźniejszych, krótkich scen, myślę, że jestem w ¼ co najmniej. Zainspirował mnie czyjś komentarz na Twitterze, że za morderstwa smiley face (to taka teoria spiskowa, że istnieje szajka, która topi młodych chłopaków, a potem rysuje uśmiechnięte buzie w pobliżu miejsca zbrodni, tutaj macie filmik o co cho ) odpowiadają rusałki z poczuciem humoru. Ostatecznie okazało się, że ani morderstwa na płci jeszcze piękniejszej ani rysowanie uśmiechniętych buziek nie jest istotą tego opowiadania, bo wyszedł mi jakiś kurde obraz nierówności w społeczeństwie. Powiem jeszcze, że w dużej mierze pisałam pod wpływem American Psycho (filmu, książki nie znam), a to wiele mówi. Główna bohaterka jest okropna, ale co się dziwić, dałam jej wszystkie moje przeszłe i obecne wady. A piszę w narracji pierwszoosobowej, więc trzeba się do niej przyzwyczaić. Nie wiem, czy antypatyczne dziewoje mogą zdobyć taki poklask jaki zdobywają panowie w typie Patricka Batemana czy Jokera, ale mam nadzieję, że jak ktoś pomyśli, że Rozalka to dosłownie on/ona/ono, to nie zrobi z tego swojej osobowości.
* Herbatka z panem Śmiercią – strasznie mi się podoba mój pomył na to opko, chociaż trochę nie wiem, jak je zacząć, bo mam kilka równoległych pomysłów, ale coś na pewno wymyślę. Początkowo miało być to takie wholesome opowiadanie, jak zmęczona życiem dziewczyna spędza tydzień z niezwykle optymistycznym i trochę oderwanym od rzeczywistości chłopakiem, wiecie, mnóstwo opisów pięknej nadmorskiej przyrody i architektury Trójmiasta. Wyszła mi za to jedna wielka krytyka na pewien typ ludzi, którego bardzo nie lubię, a z którym dzielę pewne skłonności, więc na pewno pisanie będzie świetną zabawą. A jest to krytyka typu „haha taki wygląd wasz”.
* Królicza kołysanka – usunęłam to opowiadanie z blogusia. Może je kiedyś poprawię, a może już zostawię w lodówce na zawsze, szczerze mówiąc, nie wiem. W każdym razie, musiałabym trochę uatrakcyjnić akcję, bo to co się działo, było tak wyświechtane i przewidywalne, że szkoda kurde gadać.
*
Nekromantyczność
– napisałam to opowiadanie jakieś trzy lata temu i nawet je
dokończyłam, co jest ewenementem! Oczywiście, było bardzo słabe,
a zakończenie to dosłownie coś najgorszego. Nie mniej jednak
chciałabym je zredagować dobitnie i coś z nim zrobić, bo je w
pewien sposób lubię. I nazwa całkowicie celowa, to opowiadanie
jest BARDZO obrzydliwe. Fabuły
wolę na razie nie opowiadać, bo jak opiszę pobieżnie, to wyjdzie
głupio, a jak opiszę szczegółowo, to zdradzę najważniejsze plot
twisty. Ale spokojnie, nie ma tam nekrofilii, nie jest to też fanfik Seiga Kaku x Miyako Yoshika.
* Diniłaj moja miłość – opowiadanie w uniwersum Gwiazdołapacza, opowiadające o rządach Diniłaj, okiem jej przyjaciółki. Sytuacja jest taka, że napisałam zakończenie, a cała reszta czeka na ogarnięcie. Ale kiedyś, kiedyś na pewno. Może jak skończę redagować UUW. Nie mam pojęcia, jak mi wyjdzie wątek romantyczny, który jest jednak bardzo istotny, ale kiedyś trzeba spróbować.
* luźne opka z Gwiazdołapacza – jedno o Nini i jej kradzieżach z tatą, drugie o wróżkach i ich zespole, trzecie o Róży (w sumie nie wiem co ona tam konkretnie będzie robić ale wiem, że chcę o niej napisać), a czwarte o tym, jak pojawiła się kometa i Gwiazdka za punkt honoru wybrała, że ją zniszczy. Problem jest taki, że to mają być krótkie opowiadania, a ja na ogół piszę ogromne kobyły, ale będziemy próbować.
No dobrze, to chyba tyle. Następny post to będzie kolejny rozdział UUW. Przysięgam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz